Szczęśliwego nowego wtorku

Ahoj załogo! Miło Was wciąż widzieć na tym tonącym okręcie, jakim jest przez ostatnie kilka tygodni mój blog. Zniknęłam z radaru na dwa miesiące, choć nie dlatego, że nic się nie działo, ale właśnie dlatego, że wydarzyło się (i wciąż dzieje) nieprawdopodobnie wiele.

Rok 2017 przywitałam bez porannego kaca, zwietrzałych sentymentów i góry absurdalnie ambitnych postanowień. Nie tym razem. Poranek pierwszego stycznia zastał mnie odrobinę niewyspaną, jak zwykle roztargnioną i obsesyjnie przerażoną myślą o zbliżającym się poniedziałku… ale nie tylko. Głębiej, pod skórą, z tyłu głowy, gdzieś w zakamarkach moich zmęczonych ostatnio pracą i imprezowaniem doczesnych szczątków kłębiło się i kotłowało uczucie spełnienia. To był cholernie trudny rok. I jednocześnie – rok piękny.

Zaledwie w przeciągu tych ostatnich dwunastu miesięcy zdarzyło mi się mieszkać w trzech różnych krajach na dwóch odległych kontynentach. Pożegnałam, przynajmniej na pewien czas, Stany. I podjęłam jedną z najlepszych w życiu decyzji, żeby przyjechać tu, do Kopenhagi.

Zaczęłam rok od pierwszych całkowicie samotnych wakacji. W deszczowym, i bezsennym Seattle, bez pieniędzy i towarzyszy podróży, za to z godną podziwu determinacją, odkrywałam szklane ogrody Chihuly’ego i widok na Górę Świętej Heleny. Jadłam na przemian makaron, chleb i dżem (w różnych konfiguracjach) i z oszczędności wszędzie człapałam pieszo, ale dzięki tym bez mała ascetycznym praktykom odkryłam, że jestem w stanie wytrzymać ze sobą dziesięć dni i nikogo nie zamordować.

Nie wiem ilu znajomych przybyło mi od tego czasu na fejsbuku. Prawdopodobnie nie jestem w stanie wymienić wszystkich ich narodowości. Ale najcenniejszym doświadczeniem w przeciągu tych pięćdziesięciu dwóch tygodni było odnowienie kilku lekko już zakurzonych przyjaźni. I zyskanie przynajmniej jednej nowej, ważnej.

W przerwie pomiędzy byciem au pair a… byciem au pair, oraz w tak zwanym międzyczasie, zrobiłam praktyki w firmie tłumaczeniowej i zdałam CPE. Na „A”, a jakże.

Przeszłam na wegetarianizm, z inklinacją w kierunku weganizmu.

Zostałam członkiem komitetu humanitarnego kopenhaskiego klubu Rotaract.

I skończyłam 25 lat.

To dopiero osiągnięcie.

Na rok 2017 życzę sobie jeszcze więcej tego odważnego uporu, który nie pozwala mi przestać planować, kombinować, zmieniać, odnawiać i wymyślać. Poza tym mniej bolesnych poniedziałkowych poranków, a więcej inspirująco leniwych niedziel. Co kilka dni nowego posta na blogu, a Wam, od dziś, co tydzień… szczęśliwego nowego wtorku.

Reklamy

One thought on “Szczęśliwego nowego wtorku

  1. Jeej, w końcu nowy post! Czytam twojego bloga i czekam na nowości 😀 Już się bałam, że przestaniesz pisać :3 Mam nadzieję, że wena na wpisy będzie ci dopisywać w tym roku ^_^ Strasznie mnie ciekawi życie w Danii, zwyczaje, dziwactwa Duńczyków :3 Mam nadzieję, że kiedyś o tym napiszesz :3

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s